...Ta historia zaczyna się na JFK
Zanim mnie posłuchasz, na razie się nie śmiej
Żenujące przesłuchanie przez robota z ambasady...
Zanim mnie posłuchasz, na razie się nie śmiej
Żenujące przesłuchanie przez robota z ambasady...
Trzeba powiedzieć jasno! Werka, razem ze swoim dobrym mężem Ryanem, ugościła nas na Brooklynie zacnie. Był zimny, wykwintny Żywiec, była knajpa z tarasem na dachu i widokiem na Manhattan, była guacamole, meksykańska kolacja i ujeżdżanie byka. Werka śpiewała nam piosenki z japońskich bajek z młodości, czym ujęła za serce kilka skośnookich dziewek. Jedna z nich później bez pardonu dobierała się do bezbronnego i niewinnego Ryana, co tylko zbliżyło nas do azjatyckich przyjaciół. Była „Szła dzieweczka do laseczka”, „Hej sokoły” i parę kawałków T.Love wyśpiewanych radośnie pełną gębą na Greenpoincie. Było pouczenie od NYPD, a jakże. Było dumnie, z pompą i po polsku, hej!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz