Wrote by: Żyta Młodszy
Approved by: Żyta Starszy
San Diego, nic dodać nic ująć. Najprzyjemniejsze większe miasto zachodniego wybrzeża. Stado surferów i pięknych dziewczyn na bajecznej plaży, fantastyczne klify, przyjaźni i otwarci ludzie, wszechogarniający zapach pokoju i miłości… Los Angeles i San Francisco zdecydowanie przegrywają z San Diego. Jednak, komu w drogę temu aviomarin, ze smutkiem i rozrzewnieniem ruszamy dalej, Tijuana i Salton Sea czekają. Jednak zanim zagłębimy się w mroczne zakamarki meksykańskiego miasta bezprawia, należy wspomnieć o paru rzeczach, których nie można ominąć będąc w San Diego: Ocean Beach, plaża pokoju i przyjaźni z ogromnym molo, na którym lokalsi (głównie z Meksyku) łowią całkiem spore rybki, a wokoło pływają surferzy. Nieopodal Newport Avenue - przyjazna uliczka z masą sklepików i knajpek. Obowiązkowo należy odwiedzić prawdziwą włoską pizzerię CiaoBellaSanDiego. Właściciel – Marco, wita nas radosnym „bundźorno amigos”. Poklepuje po ramieniu, biegnie szukać nam stolika, równocześnie ponaglając kelnerów i zagadując wszystkich po włosku. Wnętrze restauracji przenosi nas prosto do Neapolu, włoska muzyka na żywo - akordeon plus kontrabas - dopełniają klimatu. Czuję się jak don Vito Corleone w niedzielne popołudnie, odwiedzający swoją ulubioną włoską restaurację. A pizza…? Dawno nie jadłem tak dobrej, może w Wenecji, na pewno nie w Polsce, absoluto fantastico. Warto zagadywać ludzi, a nuż zostaniesz zaproszony na grilla i wspólne uprawianie jogi przez zwariowaną parę z Teksasu-Arizony, a przy okazji po raz kolejny nie musisz płacić za nocleg. Parka hoduje kury, posiada również własny, mały, całkowicie naturalny, zielony ogródek pokoju… Pacyfic Beach oraz Mission Beach – może nie tak przyjazne plaże, ale za to jest na czym oko zawiesić… piękne widoki, fale, surferzy i w ogóle… aż chce się tam siedzieć godzinami. Genialnym miejscem do spędzenia nocy jest Sunset Cliffs. Policja nie zagląda w to miejsce, lokalsi również nie mają nic przeciwko bezdomnym na plaży. Aby dostać się na dół klifu, należy znaleźć ukrytą ścieżkę w rozpadlinie skalnej i, niczym kozica, zejść po stromej, niezbyt uczęszczanej ścieżce. Widoki warte są wysiłku.
Na koniec Bilboa Park, z jednym z największych w USA zoo, pięknymi ogrodami, kilkunastoma muzeami i ogromnymi organami, na których, w każdy poniedziałek, odbywają się koncerty dość egzaltowanych muzyków. Jednak mimo piękna Parku po paru godzinach znowu ciągnie nas na złociste piaski plaży…
USS Carl Vinson, z którego Amerykanie zrzucili prochy Osamy Bin Ladena do oceanu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz