wtorek, 14 czerwca 2011
Szczęściu trzeba pomagać
Jedziemy przez zapierający dech w piersiach Yellowstone. Pada dośc intensywny deszcz. Niestety nie trafiliśmy z pogodą, ale mimo tego odkrywamy piękno natury. Nagle na drodze pojawia się samotny autostopowicz. Ginger pierwsza krzyczy, żeby się zatrzymać, choć właśnie sam chciałem to zrobić. Mimo, że jesteśmy bardzo mocno obładowani, wciągamy na pokład kolejną rudą Amerykankę. Okazuje się, że Shannon ma bardzo bogate doświadczenie we włóczędze nie tylko po kontynencie amerykańskim. Kiedy dowiaduje się, że chcemy zwiedzić Los Angeles bez wahania poponuje nam nocleg w domu jej matki w samym centrum miasta. W związku z tym, że jesteśmy z Ginger, która pracowała w Yellowstone rok wcześniej, jesteśmy traktowani na równi z pracownikami parku. Dzięki temu za noclegi płacimy 5 dolarów od głowy i mamy możliwość korzystania z posiłków za 4 dolary. Zabieramy na lunch Shannon, która cieszy się jak dziecko, bo od kilku dni jadła suchy chleb. Ukadkiem chowa do torby ciastka. Oczywiście jest to zakazane prawem stanowym, na szczęście nikt jej nie łapie na gorącym uczynku. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Wchodzimy jeszcze razem na wzgórze, by zobaczyć gorące żródła, mieniące się kolorami tęczy. Da się zauważyć, że Shannon jest wytrawnym i doświadczonym autostopowiczem. Za każdym razem, kiedy wychodzimy z samochodu wyciąga swój plecak i kładzie go obok, tak byśmy przez przypadek nie odjechali z jej ubogim dobytkiem. Kiedy schodzę ze wzgórza już jej nie ma. Popędziła przed siebie gnana tylko jej znanym pragnieniem. Bardzo możliwe, że zobaczymy się w Los Angeles za kilkanaście dni, a jeżeli nie to z pewnością napijemy się herbaty z jej matką. I tak to się kręci :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz