środa, 8 czerwca 2011

Detroit

Detroit to bez wątpienia pierwsze miasto, które mocno nas zaskoczyło.

Poniedziałek, godzina 11:00, Warszawa. Centrum kipi życiem. Przedostanie się autem  z Mokotowa na Bielany to nie lada wyzwanie…

A Detroit?...
W latach 50. i 60. prawie 2 miliony mieszkańców, a teraz? Samotne ulice, rozpadające się budynki, smutne, zakurzone witryny sklepów, tysiące metrów kwadratowych powierzchni biurowej do wynajęcia…
Zatrważająca cisza wielkiego miasta. Miasta, które jeszcze w latach 60. tętniło życiem, z którego miliony egzemplarzy Forda rozjeżdżały się na cały Boży świat. A dziś, na początku tygodnia, z rana, widzimy miasto biedaków, przebiegających przez ulice ze spuszczonymi głowami. 
Przeważnie czarnoskórych. W Detroit mieszka ponad połowa czarnej ludności stanu Michigan.

W Computing Express, sklepie z elektroniką, poznajemy Litwina, który bardzo zdziwiony dopytuje się czy naprawdę przyjechaliśmy zwiedzać Detroit.

Miasto pobudza do przemyśleń. Początkowe stadium Salton City…ale to w późniejszych odcinkach J









Rob Remderok, nasz litewsko-amerykański przyjaciel, mówi, że ludzie zaczęli powoli uciekać z centrum miasta na suburbia po zamieszkach na tle rasowym, które miały miejsce w roku 1968. Dziś miasto żyje na obrzeżach, a centrum poddaje się powolnemu rozkładowi…









Detroit warto zobaczyć. Warto je poczuć.
Genialny przykład przemijalności ludzkiej twórczości, pracy, życia…

















1 komentarz: