Wieczorem po znalezieniu taniego campingu (25 dolarów za namiot i 4 osoby) spożywamy zakupione u dziadka suszone mięso popijając je burbonem, który z powodzeniem rozgrzewa nasze żołądki…
Płyniemy naszą wierną Toyotą przez Wyoming, stan w którym Wielkie Równiny łączą się z Górami Skalistymi. Połączenie to daje mieszankę znakomitą. Na naszej drodze nie spotykamy wiele gospodarstw, a jeżeli są to zamknięte na cztery spusty. Podczas kolejnego tankowania życiodajnego płynu - Regular 87 - zagadujemy do kasjerki, kobieciny na oko w wieku około 6o lat, która z rozbrajającą szczerością mówi, że w tych okolicach da się żyć jedynie w lecie, ponieważ zimą mróz i śnieg bywa zabójczy. Ona wraca we wrześniu do Alabamy na południe. Jak się okazuje wiele osób prowadzi tego typu wędrowny styl życia. W pewnym momencie przejeżdżamy obok starej, pomarańczowej budy, przy której siedzi w słoneczku dziadek i żuję kawałek mięsa. Zawracamy i podjeżdżamy pod przewoźny kramik. Dziadziuś okazuje się być Mormonem sprzedającym suszone mięso bawołów i jeleni. Częstuje nas kilkunastoma różnymi rodzajami mięsa i opowiada o swoich 6 synach, z których 5 jest aktywnymi misjonarzami mormońskimi. On sam jak się okazuje spędził 30 lat temu dwa lata w Australii nauczając religii Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Dziadek jest niezwykle rozgadany i komplementuje co chwilę naszą amerykańską przyjaciółkę, która później stwierdza, że chyba długo musiał siedzieć sam na tych pustkowiach i kobity dawno nie widział...
Oczywiście strzelamy sobie zdjęcie z amerykańską flagą i fruniemy dalej...
fajnie się czyta twoje opowiastki, gdy w tym samym czasie czytam maile od Skimena. u was godz 06:00
OdpowiedzUsuńa u niego, w Irkucku dochodzi 21.00
pozdro ziomy
Wyoming...ehh
Sayonara,
OdpowiedzUsuńmam pewność, że fotografujecie TWARZE spotykanych ludzi....
wspomnianego dziadka tyż...
No panowie, to kiedy wyrypa w te góry ze zdjęcia?:)
OdpowiedzUsuń