czwartek, 2 czerwca 2011

Witamy w Stanach Zjednoczonych Ameryki Polnocnej! Kraju wolnosci!

Podchodze do odprawy paszportowej. Czuje, ze wolnosc jest w zasiegu reki. Moja radosc poteguje osoba celnika, ktorego surowy fizys i pelna spokoju duma wskazuje na korzenie teksanskie. Wykapany straznik Teksasu. Stroz porzadku i sprawiedliwosci. Jakies jest moje zdziwienie, kiedy po wreczeniu celnikowi paszportu spogladam na plakietke z nazwiskiem czlowieka, ktory jest nasza przepustka do amerykanskiego snu  - "RODAK". W mojej piersi juz rodzi sie okrzyk "BRACIE", kiedy slysze proste zdanie, wypowiedziane plynna polszczyzna, choc akcent zdaje sie byc juz lekko wyplowialy.
"Po co przyjechales do USA?" Pytanie rozbrzmiewa na sali odpraw z sila uderzen Dzwonu Zygmunta, a jego echo jeszcze dlugo dudni w uszach.
Jak to po co? - mysle. Nie widzisz? Chce Cie poznac Mr. Rodak! Chce uszlyszec Twoja historie! Jak to sie stalo, ze witasz mnie tu i teraz!?
Mr. Rodak okazuje sie byc nieczuly na moje wolania...W momencie, w ktorym dowiaduje sie, ze nie mamy biletow powrotnych, twarz jego staje sie bardziej kamienna i pochmurna.
Szorstko cedzi slowa: "Chodzcie ze mna!" i prowadzi nas do obskornej salki, w ktorej wita nas grupka przerazonych Azjatow oraz kilku Portorykanczykow, ktorzy sprawiaja wrazenie, jakby bylo im wszystko jedno.
Wszyscy oni bardzo pragna wjechac do USA, kraju wolnych ludzi! Niestety angielski znaja kiepsko albo w ogole. Po parudziesieciu minutach oczekiwania rozpoczyna sie przesluchanie, najzabawniejsza czesc powitania spragnionych i zmeczonych podroznikow...
"Dlaczego? Po co? Na jak dlugo? Co robicie w Polsce? Gdzie pracujecie? Kogo tu znacie? Ile macie pieniedzy? W jakich bankach macie konta?" brzmi nieprzerwany, monotonny potok pytan. Pytan zadawnych juz w jezyku angielskim przez obywatela USA, ktorego z pewnoscia potomkowie byli niewolnikami zwiezionymi z dzikiej Afryki. Przynajmniej tak wskazuje na to jego akcent i dosc luzne podejscie do zasad gramatyki. Pociesznym okazuje sie Pan, kiedy slyszy moj angielski. Krzyczy do Mr. Rodaka. "Stary przeciez to Polacy!" Na co Rodak odpowiada "No tak". "Skad oni potrafia mowic taka plynna angielszczyzna?"
Uderza we mnie kolejnym gradem pytan dotyczacych mojej nauki jezyka. Opowiadam mu o podstawowce, kanapkach ktore rozdawalem kolegom i historii kiedy na biologii z klatki uciekl myszoskoczek. Pan wydaje sie byc rzeczywiscie zainteresowany
Niestety Pan celnik nie potrafi uwierzyc, ze przybylem do kraju wolnosci slowa i jednostki, by zwiedzac, uczyc sie amerykanskiej historii i wydawac pieniadze zarobione w starej Europie...
W tym czasie Bartek dowiaduje sie, ze klamie i ze na pewno chce zostac w USA i nielegalnie pracowac.
Ja musze pokazac portfel z gotowka. Przy okazji usmiechniety Pan celnik przyglada sie moim kartom kolejno: do biblioteki SGH, karcie kibica i wizytowce salonu fryzjerskiego z ulicy Bukowinskiej...
Nagle zostaje oszolomiony pytaniem czy wiem co to e-banking? Odpowiadam spokojnie: "Panie celniku przeciez wlasnie opowiedzialem Panu historie mojego zycia oraz przedstawilem cale CV, wiec wie Pan, ze pracowalem ponad 2 lata w banku...tak wiem co to e-banking..."
"Czy w takim razie moge zalogowac sie na konto i pokazac ile mam na nim srodkow?"...Pytam, nadal bardzo spokojnie, na ktore konto chce spojrzec, bo mam ich kilka...

To make long story short...

Pan wypala: "Do you know that I am the authority here?"
"Ta jest, sir!"
"Szczerze mowiac, wiesz, ze moge Was cofnac do Polski?"
"Ta jest sir!"
"Szczerze, co wtedy zrobicie? Bo ja nie zartuje!"
"Mister, szczerze, ja tez nie zartuje, wrocimy do Polski i pojedziemy w podroz po Europie. Tam wydamy pieniedze, ktore chcielismy zostawic u Was...A poza tym wie Pan o wizycie Waszego prezydenta Baracka Obamy w Polsce i jego rozmowie z naszym prezydentem Bronislawem Komorowskim na temat zniesienia wiz?"
"Tak wiem. Problem jest taki, ze zwiekszy sie nielegalna emigracja z Polski. Takie jest prawo."

Koniec koncow udalo sie. Po dwoch godzinach spedzonych w przytlaczajacej salce wychodzimy pelni entuzjazmu na zewnatrz. Uderza w nas wilgotny, duszny wyziew wielkiego miasta. Miasta migoczacego milionem swiatel. Miasta pelnego prostej ludzkiej nadziei...

5 komentarzy:

  1. nie mogę się już doczekać kolejnego "odcinaka" z podróży.

    Z Bogiem Chłopcy Radarowcy!

    OdpowiedzUsuń
  2. JA też już czekam! Genialnie! Normalnie mam przed oczami Tomaszu jak rozmawiasz z panem, normalnie to słyszę! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. kupta se po pistolecie to będą się z szacunkiem do was odnosić

    OdpowiedzUsuń
  4. - "Rusz dupe lysa palo"
    rzucil niecierpliwie Tomek przez ramie
    - "Css, to moze byc Polak, wszystko slyszy"
    zaraz nadeszla Tomka kolej, po kilku chwilach slysze jak oficer emigracyjny wola mnie po polsku
    - "Ty tez nie masz biletu powrotnego?"
    - "Nie mam.."
    - "Prosze na bok."

    A ciekawsze fragmenty rozmowy to jak z kiepskiego amerykanskiego serialu kryminalnego:
    - "Ja pracuje tutaj juz 3 lata, widzialem niejednego takiego jak Ty. Z niejednym klamca mialem do czynienia. Dlaczego naprawde przyjechales do USA?"
    - "Przyjechalem zwiedzac, turystycznie"
    - "Nie, nie, nie! Dlaczego naprawde przyjechales do Stanow! Mow prawde!"
    - "Mowie, prawde"

    I tak 15 minut.

    OdpowiedzUsuń
  5. z calym szacunkiem. Tomasito , trzeba było zaakcentować typowy dialog :)
    you fuckin` talkin` to me? you fuckin modafaka talkin` to me? :P

    OdpowiedzUsuń